Z OSTATNIEJ CHWILI
ALARM - 112
Doba w liczbach - 17.05

W ciągu minionej doby dolnośląscy policjanci przeprowadzili na terenie województwa łącznie 473 interwencje.
Włamywacz do altanek zatrzymany

Policjanci z Wałbrzycha zatrzymali 23-letniego mężczyznę, którego od dłuższego czasu podejrzewali o dokonanie szeregu włamań do al...
Pijana matka

Sąd Rodzinny w Świdnicy zajmie się sprawą nietrzeźwej, 29-letniej mieszkanki Świebodzic, która opiekowała się swoim 6 miesięcznym ...
Wałbrzyski magiel towarzyski
- Szczegóły
- Opublikowano: wtorek, 07, lutego 2012 13:39
- Odsłony: 608
Taki magiel to przysłowiowe miejsce wymiany opinii. Z biegiem lat zmieniają się fora, na jakich wymieniamy opinie. Kiedyś sąsiedzi spotykali się w maglu, dzisiaj częściej spotykamy się na portalach społecznościowych i blogach niż osobiście. Ale formułowane tam opinie często przypominają te z magla.
Modernistyczna zabudowa Nowego Miasta ma swój urok. Zaułki ulic przyjazne i transparentne, chociaż z uwagi na rozwój motoryzacji już nieco zatłoczone. Ale swoisty klimat architektury początku XX wieku, wypełnione światłem przestrzenie czynią tę dzielnicę atrakcyjną. Jej projekt łączył w sobie późniejsze założenia francuskich specjalistów od urbanizacji, którzy zakładali konieczność przemieszania socjalnego mieszkańców. I tak na Nowym Mieście sąsiadują mieszkania o wyjątkowym standardzie z tymi, których standard jest nieporównywalnie niższy. Wałbrzyskie Nowe Miasto jako obszar tej charakterystycznej zabudowy jest wpisane do ewidencji zabytków, będzie wpisane do rejestru zabytków.
Ciągi ulic wyposażone zostały w urbanistyczne udogodnienia. Partery przeznaczone na sklepy, zakłady usługowe, zwłaszcza w centralnych obszarach. Im dalej od nich, tym punktów usługowych mniej. Pozostałe obszary zmieniały się w trakty spacerowe. Ich atrakcyjność wyznaczały takie punkty jak basen, stadion, schronisko na wzgórzu w Parku Sobieskiego.
Urbaniści uznali też ludzkie potrzeby fizjologiczne i mniej więcej w połowie długości głównej arterii ulokowali szalet publiczny wyjątkowej elegancji, dzisiaj to kwiaciarnia u szczytu placu Konstytucji.
Uwzględniając potrzeby higieniczne na poziomie piwnic lokalizowano pralnie wyposażone w wielkie wanny, kotły do grzania wody i podłogowe odpływy. Jeszcze w latach sześćdziesiątych były one nagminnie wykorzystywane przez lokatorów. Ich przydatność minęła w dobie pralek automatycznych. Ja urodziłam się i wychowałam w centralnej Polsce. Tam wszystko jest inne niż na Dolnym Śląsku, chociaż architektura też ma znamię niemieckie. Pralnie z mojego dzieciństwa były podobne do tych na wałbrzyskim Nowym Mieście. Miały swój niepowtarzalny klimat. W centrum Zgierza, gdzie mieszkałam, pralnia była w osobnym parterowym budynku, ciągu komórek na węgiel i ziemniaki. Z parapetu mojego okna widziałam dachy tych komórek i perspektywę drogi do Łodzi, Wciąż pamiętam zapach mydlin wydobywający się z pralni. Kiedy nic się nie prało, panowie sąsiedzi rżnęli tam w karty. W ciągu słonecznego dnia rżnęli na podwórku, wieczorami przy świetle w pralni. Panie siedziały na stołeczkach na podwórku i odpoczywały, dzieci jeździły na rowerkach. Taka lokalna sielanka.
Wróćmy na Nowe Miasto. Innym szczególnym elementem troski o czystość były magle ręczne instalowane w regularnych odstępach w różnych kamienicach. Napędzane zamachowym kołem skrzynie wypełnione kamieniami ślizgały się po wałkach, na które nakręcano pościel. Obsługa wymagała wprawy, a siła fizyczna była potrzebna jedynie do wprowadzenia machiny w ruch.
Maglowanie było czynnością zbiorową, przywoływało uczestników i obserwatorów, bo magiel miał swoją tradycję towarzyską. Kiedy napędzana kołem zamachowym skrzynia turlała się raz w jedną, raz w druga stronę, można było zamienić ze sobą kilka zdań, a czasem kilkanaście. Były to bezsprzecznie informacje ważne, często poufne powtarzane szeptem konfidencjonalnym tonem. Ta wymiana zdań zbliżała do siebie rozmówców tworząc między nimi więź porozumienia. Tu też utrwalały się normy i zasady współżycia społecznego. Bowiem zebrani tworzyli swoiste ciało orzekające o moralności lub jej braku wziętych na tapetę sąsiadów.
Do magla czasem pościel nosili mężczyźni. Bywało tak, że kosz z praniem trzeba było zostawić i wrócić po nie – już wykrochmalone – po jakimś czasie. Aby mężowie nie pomylili pościeli i wrócili do domu z właściwą, panie domu wyszywały pieczołowicie monogramy na prześcieradłach i poszwach. Oczywiście nie zwalniało to mężczyzn z przejścia przez kobiecą kontrolę, bo pomyłki się zdarzały...
Takie miejsce, podobno wciąż jeszcze aktywne, możemy znaleźć przy ulicy Sygietyńskiego, zaraz za skrzyżowaniem z Ogińskiego.
Charakterystyczny turkot magla zwabiał dzieciaki, które cisnęły się w oknie patrząc jak olbrzymia skrzynia wielkości szafy przetacza się miarowym ruchem tam i powrotem. Było w tym widoku coś z misterium, które odbywało się za wprawnym ruchem rąk matek.
Niektóre dzieciaki wchodziły do środka, głównie wtedy, gdy matka kręciła korbą napędowego koła. Były zaraz przeganiane z uwagi na ciasnotę pomieszczenie, zagrożenie, ale przede wszystkim z powodu rozmów prowadzonych z sąsiadką. Bo te rozmowy poufne nie dla uszu dzieci były przeznaczone.
Z czasem matki zaczęły wyręczać się dorastającymi dziećmi. I wtedy magiel zmieniał się w klub towarzyski, w miejsce pierwszych flirtów. To nie wszystkim paniom podobało się w równym stopniu, więc dla zasady wpadały tam, aby poprosić o nakręcenie na wałek z pościelą zapomnianej ściereczki czy ręcznika. Stawały w kącie i surowym wzrokiem mierzyły obecnych. Zapadało milczenie, a zebrani ulatniali się dyskretnie.
Kiedyś zaprzyjaźnione sąsiadki wysłały z bielizną do magla swoich starszych synów. Chłopcy liczący wtedy po dwanaście, może trzynaście lat bez entuzjazmu maglowali sterty prześcieradeł, poszew, ręczników. Na dworze słońce, koledzy ganiali za piłką, a oni musieli maglować. Starali się szybko uwinąć z robotą i nie zauważyli, jak młodszy brat jednego z nich wślizgnął się do środka. Chcąc podsłuchać rozmowę „starszych" schował się w kącie z tyłu magla, w ciasnym przesmyku pomiędzy stykiem dwóch ścian a wielkim ruchomym pudłem z kamieniami. Zmieniwszy wałek energicznym ruchem na cztery ręce wprawili magiel w ruch. Już po sekundach dobiegł ich krzyk ukrytego dzieciaka, pudło docisnęło go do ściany. Z wysiłkiem wstrzymali ruch machiny, do powrotu pudła zabrakło ćwierci obrotu koła napędowego. Jednak te ćwierć obrotu mogło zmiażdżyć ukrytego malca. Przez chwilę trwali przerażeni, ale rzężenie dziecka podziałało dopingująco. Na ich szczęście w garażu obok naprawiał swoje auto sąsiad. Starą dekawkę. Poproszony o pomoc rzucił okiem na sytuację i podjął decyzję – trzeba wyjąć kamienie. Chłopcy zajęli się opróżnianiem skrzyni, a on pobiegł po sąsiada. Z olbrzymiej skrzyni wyrzucono prawie tonę polnych skamielin. Wtedy mężczyźni podnieśli pudło i przesunęli do tyłu uwalniając malca, któremu nic się nie stało, poza powierzchownymi otarciami. Oczywiście winnymi byli ci starsi, bo nie dopilnowali malca. I jak to mówi dzisiejsza młodzież, mieli nieźle przechlapane. Jednak to zdarzenie było dla innych młodych ludzi wybawieniem, bo od tej pory w maglu znów zaczęli urzędować dorośli, tym razem mężczyźni. I trwało to znowu jakiś czas, a męskim rozmowom towarzyszył papieros i coś mocniejszego. To znów nie spodobało się żonom, ale na szczęście dla nich pojawił się magiel elektryczny. Dzisiaj maglownicy zwykli przyjeżdżać po pościel i odstawiać ją z powrotem wymaglowaną, a magle w kamieniczkach Nowego Miasta stoją puste.
Teraz rolę Wałbrzyskiego Magla Towarzyskiego, ale na innym zgoła poziomie, zdecydowali się stworzyć szanowni panowie Stanisław Zydlik – były dyrektor muzeum, Józef Wiłkomirski – były dyrektor filharmonii, Leszek Gadzina – były pracownik wydziału kultury starostwa, Marek Malinowski – były redaktor naczelny „Trybuny Wałbrzyskiej" i jeszcze inni. Panowie po intensywnej działalności w swoich instytucjach przeszedłszy na emeryturę, nie zrezygnowali przecież z aktywności publicznej i towarzyskiej. Jednym z jej przejawów są comiesięczne spotkania w OSK na Podzamczu, gdzie szanowni panowie omawiają bieżącą sytuację społeczno – polityczną naszego miasta.
Wysłuchała Elżbieta Gargała
FOT. użyczone
Najtrudniejszy instrument w orkiestrze

Dorota Graca-Sztajnic jest koncertmistrzem Filharmonii Sudeckiej. Co kocha...
Nowości
- Nasi zapaśnicy jak zwykle na medal
- Oficjalnie zakończą Invest-Park Basket Ligę
- Górnik podejmie Chrobrego. Musisz tam być!
- Wkrótce Festiwal Wieniawskiego
- Zamknąć oczy i poprowadzić żaglowiec
- Miała być Magnolia i droga – nie ma niczego
- Euro PrzeWAŁka 2012
- Bezpłatnie badają wzrok
- Nowy taryfikator punktów od 9 czerwca
- Gołębiewski: - Nie muszę chować głowy w kołnierz
Plotki
Wiara
Z modlitwą i śpiewem na Chełmiec

Młodzież z Wałbrzycha i okolic wejściem na Chełmiec uczciła pamięć papieża Jana Pawła II.
I Świdnicki Maraton Biblijny

W dniach od 22 do 28 kwietnia br. z inicjatywy stowarzyszenia „Dzieło Biblijne im. bł. Jana Pawła II”, obchodzony będzie ...
W poszukiwaniu kompromisu

– Stajemy na początku drogi, która myślę, że może nas doprowadzić i chcemy, żeby nas doprowadziła do nowoczesnych rozwiązań w zakr...









