Z OSTATNIEJ CHWILI
ALARM - 112
Doba w liczbach - 17.05

W ciągu minionej doby dolnośląscy policjanci przeprowadzili na terenie województwa łącznie 473 interwencje.
Włamywacz do altanek zatrzymany

Policjanci z Wałbrzycha zatrzymali 23-letniego mężczyznę, którego od dłuższego czasu podejrzewali o dokonanie szeregu włamań do al...
Pijana matka

Sąd Rodzinny w Świdnicy zajmie się sprawą nietrzeźwej, 29-letniej mieszkanki Świebodzic, która opiekowała się swoim 6 miesięcznym ...
Halo, mówi się
- Szczegóły
- Opublikowano: środa, 08, lutego 2012 13:03
- Odsłony: 832
Kiedyś telefon w domu był marzeniem każdego, dzisiaj stacjonarny aparat nikomu nie jest niezbędny. Jeszcze 10 - 15 lat temu co światlejsi obywatele grzmieli, że jak mamy spodziewać się w Polsce inwestycji zagranicznych, skoro nie funkcjonuje sieć telefoniczna. Dzisiaj wypięliśmy się na telefony kablowe. W Wałbrzychu też.
Rozwój cywilizacji uzależniony był zawsze od tempa przepływu informacji. Pierwszym nośnikiem informacji był umyślny, czyli człowiek specjalnie z nią wysłany. Inkascy posłańcy biegli specjalnym krokiem spożywając liście koki, by wydobyć z organizmu wszelkie zasoby sił. Wykorzystanie koni jako transportu umyślnego przyśpieszyło obieg informacji. I wielu ludziom oszczędziło życie. Wszyscy pamiętamy żołnierza, który przebiegłszy spod Maratonu z informacją o zwycięstwie, padł trupem. Wielu innych padło trupem z powodu złej informacji, którą mieli nieszczęście przekazać. Bo na nich skupiał się gniew odbiorcy, a był nim z reguły osobnik wysoko postawiony w hierarchii społecznej, który z racji urodzenia, pozycji mógł sobie pozwolić na ten cokolwiek ekstrawagancki sposób odreagowania nagłego stresu.
Pojawienie się poczty, a później telegrafu uczyniło życie posłańców znacznie wygodniejszym. Mimo to obieg informacji był daleki od doskonałości. Chociaż nieporównywalnie szybszy. Dla przykładu, od powrotu Krzysztofa Kolumba z wieścią, że odkrył nową drogę do Indii - co nie było prawdą, bo odkrył Amerykę - ta informacja do Polski wędrowała sześćdziesiąt lat. Telegraf przekazałby ją znacznie wcześniej, nawet biorąc pod uwagę konieczność pieszego doręczenia depeszy. Od kilku do kilkunastu godzin trwałaby wędrówka informacji.
Globalna wioska
Dzisiaj, gdy spełniły się wizje antropologów lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego stulecia, gdy internet, telewizja i telefony komórkowe zapewniają błyskawiczny obieg informacji, świat staje się globalną wioską. Ale jeszcze trzydzieści, czterdzieści lat temu było zupełnie inaczej. Zwłaszcza w Polsce. W latach siedemdziesiątych średni czas oczekiwania na instalację telefonu stacjonarnego wynosił w PRL-u średnio 16 - 18 lat, podczas gdy w USA, w takim Nowym Jorku wystarczyło wpłacić 100 dolarów i po 24 godzinach było się posiadaczem telefonu. Problem nie wynikał z kosztów, ale z potrzeby bezpieczeństwa - oczywiście władzy, nie posiadacza telefonu. Władza wiedziała, że nie jest w stanie podsłuchiwać kilku milionów rozmów telefonicznych, dlatego nie kwapiła się spełniać oczekiwań społecznych w zakresie swobody komunikacji. Przecież w trakcie takich rozmów można było planować przewrót, a władzy taka możliwość się nie podobała.
Kiedy w drugiej połowie lat siedemdziesiątych młody student polonistyki wrocławskiej Leszek Budrewicz był zatrzymany przez SB za działania opozycyjne, koledzy dowiadywali się nie dzięki telefonom, ale audycji radia Wolna Europa, bo ono wiedziało o tym fakcie już w pół godziny po zatrzymaniu. Oczywiście dzięki telefonowi, ale z rozmównicy publicznej.
Kiedy generał Jaruzelski i jego koledzy wprowadzili stan wojenny, wyłączono telefony. Po kilku dniach wrócono połączenia, ale w słuchawce odzywał się słynny komunikat - „rozmowa kontrolowana". Bywało, że cenzor włączył się nawet do rozmowy. Bywało też, że ktoś w rozmównicy publicznej kończył rozmowę, a następna osoba była ni z tego, ni z owego przez tajemniczy głos wypytywana o wygląd poprzedniego użytkownika telefonu. Ot, takie były to ciekawe czasy ludowej demokracji.
Pechowy telefon
Posiadanie telefonu było nie tylko rzadkim przywilejem, wygodą, ale i źródłem zabawy. W czasach gdy nie było informacji o numerze dzwoniącego, bilingów, gdy automaty w budkach telefonicznych zapewniały anonimowość, kwitły telefoniczne dowcipy. Komu z nas nie zdarzyło się wyciąć takiego numeru. Jednym z najpopularniejszych dowcipów był telefon na Bączka. Wybierało się numer jednego abonenta, można go było stworzyć losowo, dobierając przypadkowe cyfry, i dzwonić przez cały dzień z uprzejmym zapytaniem – czy zastałem, zastałam pana Bączka. Odpowiedź była jedna – to pomyłka. Należało z pełną kulturą przeprosić za kłopot i za pięć minut zadzwonić ponownie i znów zapytać o pana Bączka. Powtarzane kilkudziesięciokrotnie w ten sposób pytanie nakręcało atmosferę w domu odbiorcy. A gdy już osiągała ona temperaturę wrzenia, dzwoniący informował – halo, tu Bączek, czy były do mnie jakieś telefony? Reakcji po drugiej stronie nie da się opisać, ale jaka by nie była, budziła szaloną wesołość dowcipnisiów.
Zdarzało się, że ktoś miał pecha, bo jego numer był podobny do numeru jakiejś instytucji, firmy. Na przykład postoju taksówek. W sobotnią noc mógł być to prawdziwy horror. Tłumy rozbawionych, acz nietrzeźwych balangowiczów wracające z dancingów za sprawą trafienia palcem w niewłaściwą dziurkę wybierały numer nieszczęśnika. I co powiedzieć, gdy o trzeciej dwadzieścia dwie wyrywa cię ze snu ostry dzwonek telefonu? Gdy w półśnie pytasz – słucham, a tu dzwoniący sprawdza – postój? Jedyna słuszna odpowiedź w tym momencie brzmiała – nie! poleż! Ale po dziesiątym telefonie o trzeciej pięćdziesiąt osiem, człowiek opadał z sił.
Rozmównica miejska
Wyzwaniem były rozmowy międzymiastowe. Pracowałam kiedyś przez chwilę w rozmównicy miejskiej, więc wiem to z pierwszej ręki. Nie łączyłam rozmów, ale zamawiałam je dla klientów poczty i telekomunikacji, którzy nie byli szczęśliwymi posiadaczami telefonów domowych, w centrali telefonicznej i czekałam razem z nimi na połączenie. Moje położenie podobne była do położenia owego posłańca, który przynosi złe wiadomości. Uszłam z życiem, ale potem dopóki mieszkałam w tym mieście, zbliżając się do budynku poczty głównej przechodziłam na drugą stronę ulicy.
Wielkiego samozaparcia od obywatela będącego posiadaczem telefonu w domu wymagało już zamówienie połączenia w centrali rozmów międzymiastowych, a potem zaczynała się gehenna oczekiwania na nie. Bywało, że czekało się kilka, a nawet kilkanaście godzin. A kiedy wreszcie telefonistka rzuciła wytęsknione słowo – łączę, następował ciąg dalszy udręki. Rozmówcę zwykle znakomicie słyszeli sąsiedzi dalsi i bliżsi, ale rzadko adresat rozmowy. W jednym odcinku kultowego serialu „07 zgłoś się" porucznik Borewicz słyszy zza ściany podniesiony głos kolegi i pyta - co on tak krzyczy? Odpowiedź – rozmawia z Katowicami, Borewicz dziwi się - to musi przez okno, nie może zadzwonić?
Prawdziwym koszmarem były rozmowy międzypaństwowe, kontrolowane, przerywane i piekielnie drogie. Ale te wykonywano najrzadziej, bo listy były bezpieczniejsze. Choć wolniej niosły swoje treści, to jednak z braku już wtedy powszechnej umiejętności czytania ze zrozumieniem, łatwiej przekazywały poufne informacje.
Do czego służy?
Zapytałam dziś redakcyjnych kolegów czy mają telefony domowe i do czego one im służą.
- W domu rodziców był taki telefon, z tarczą i wciskanymi guzikami, czerwonym i białym. Trzeba było wcisnąć czerwony, żeby móc rozmawiać, albo zadzwonić. Biały przeznaczony był do linii wewnętrznej, której oczywiscie nie było. Mieliśmy w Głuszycy nr 420. Teraz nie mam telefonu stacjonarnego, nie jest mi zupełnie do niczego potrzebny! W domu są 4 komórki i to w zupełności wystarcza (choć czasem chciałoby się nie mieć żadnej z nich). Internet mam podłączony przez telewizję kablową – mówi Rafał Palacz. - Rodzice też nie mają telefonu stacjonarnego, bo przerzucili się na komórki. Za to mama mojej partnerki ma i nie wyobraża sobie życia bez tego telefonu. Pamiętam, że jak jeszcze żyła moja babcia na Nowym Mieście, złożyła wniosek o założenie telefonu. Kiedy babcia była już świętej pamięci, moja siostra, która tam mieszkała, dostała po 14 latach zawiadomienie, że telefon będzie założony. Telekomunikacyjny cud wszedł do starej kamienicy na Nowym Mieście! Później zaraz wszedł Dialog i nie było czekania, doszły jeszcze komórki – dodaje Rafał Palacz.
- W naszym domu jest taki telefon, korzystamy z niego. Internet podłączony jest innym kablem. Telefon czasem się przydaje, babcia do nas dzwoni na stacjonarny – nie ma komórki. Ojciec ma komórkę, mama nie ma, nie jest jej potrzebna i dzwoni na stacjonarny – opowiada Paweł Sip.
- Mam telefon stacjonarny, odbieram na nim połączenia zagraniczne. To zasadnicza różnica w płatnościach. Internet mam w sieci kablowej – mówi Krystyna Smerd.
- Nie mam telefonu stacjonarnego, nie jest mi do niczego potrzebny. Synowie studiują we Wrocławiu, kontaktuję się z nimi przez komórkę za darmo. Internet jest w sieci kablowej – mówi Jolanta Karolczyk.
By przetrwać
Obywatel PRL-u był pod wieloma względami ubezwłasnowolniony przez władzę, lecz jeśli ktoś sądzi, że dzisiaj demokracja nas wyzwoliła i już nic i nikt na naszą wolność nie czyha, to jest w błędzie. Każdego dnia, niemal o każdej porze dokonuje się zamachu na naszą niezależność. Pytacie kto zacz, odpowiedź jest prosta – reklama, która z uporem lepszej sprawy przekonuje nas, że bez tego, czy śmego nie damy rady w życiu, że właśnie to jest nam niezbędne, by przetrwać. A tak naprawdę rzeczy do życia niezbędnych jest niewiele. Ale o tym przy innej okazji.
Wysłuchała Elżbieta Gargała
Najtrudniejszy instrument w orkiestrze

Dorota Graca-Sztajnic jest koncertmistrzem Filharmonii Sudeckiej. Co kocha...
Nowości
- Nasi zapaśnicy jak zwykle na medal
- Oficjalnie zakończą Invest-Park Basket Ligę
- Górnik podejmie Chrobrego. Musisz tam być!
- Wkrótce Festiwal Wieniawskiego
- Zamknąć oczy i poprowadzić żaglowiec
- Miała być Magnolia i droga – nie ma niczego
- Euro PrzeWAŁka 2012
- Bezpłatnie badają wzrok
- Nowy taryfikator punktów od 9 czerwca
- Gołębiewski: - Nie muszę chować głowy w kołnierz
Plotki
Wiara
Z modlitwą i śpiewem na Chełmiec

Młodzież z Wałbrzycha i okolic wejściem na Chełmiec uczciła pamięć papieża Jana Pawła II.
I Świdnicki Maraton Biblijny

W dniach od 22 do 28 kwietnia br. z inicjatywy stowarzyszenia „Dzieło Biblijne im. bł. Jana Pawła II”, obchodzony będzie ...
W poszukiwaniu kompromisu

– Stajemy na początku drogi, która myślę, że może nas doprowadzić i chcemy, żeby nas doprowadziła do nowoczesnych rozwiązań w zakr...









